Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2021

SKAKANKA..

Czy można jakikolwiek ból porównać do czegokolwiek? Takie pytanie i wiele innych zaczęłam zadawać sobie jak w ,,ich" domu zaczęła pojawiać się przemoc nie  tylko fizyczna, ale również i psychiczna.. Po uderzeniu w policzek przez ,,Pańcię" liczyłam że nic gorszego mnie z jej strony spotkać nie może..Liczyłam, że mocno pożałowała swojego postępowania i przemyślała sobie, że tak z drugim człowiekiem nie należy postępować.. Odpowiedź jest krótka.. Ofiara swojego oprawcy do końca będzie czuła wstyd którego oczywiście nie pokaże nikomu tylko skrycie będzie to chować i robić dobrą minę do złej gry..  ALE no właśnie jest pewno ALE które mówi o pewnym wyjątku od przestania ukrywania słowa WSTYD.. Każdemu z nas może nitka pęknąć w różnych zdarzeniach, oraz sytuacjach nie koniecznie tych pod słowem ,,Przemoc".. Ofiara uświadamia sobie, że dana relacja z oprawcą staje się niebezpieczna dla niej i stara się w jak najszybszym czasie odseparować od takiej osoby..Niekiedy bywa to trudne...

PRZEMEK.. MOJA NAJWAŻNIEJSZA MISJA MIŁOŚCI..

Czasami pochłaniały mnie myśli jaki będzie mój przyszły mąź i ojciec moich dzieci.. Miałam wyobrażenia lustrujące ten początek..  Chciałam się prawdziwie, oraz szczerze zakochać nie zważając na jakiekolwiek przeszkody z tym związane.. ,,Pańcia" zawsze mi powtarzała, że jeszcze mam na zakochanie czas... Ja jednak przeczuwałam, że po moim ślubie coś się wydarzy i spowoduje nieodwracalny odwrót mojego scenariusza życia.. Ale zanim do tego doszło wydarzyło się wiele innych rzeczy o których chcę napisać.. Moja historia z Przemkiem zaczęła się w szóstej klasie Szkoły Podstawowej..Zwykły kolega, który ujmował mnie swoją skromną życzliwością i nienagannymi dobrymi manierami..  Nie spędzaliśmy zbytnio czasu wspólnie pomijając ,,Cześć, cześć.." na szkolnym korytarzu.. Po mojej ,,przeprowadzce" do jego klasy nie  odczuwałam ze strony Przemka jakiejś tam niechęci czy niezrozumienia.. Zawsze chętny do pomocy.. Czy myślałam, że los nas ze sobą połączy i będziemy stanowić parę zakochan...

FAŁSZYWA PRZYJAŹŃ..

Moja znajomość z Edytą zaczęła się w szóstej klasie Szkoły Podstawowej.. Razem w jednej ławce.. Razem spędzany Sylwester. Byłam niezmiernie szczęśliwa, że mam przy sobie taką osobę jak Edyta..Nie bałam się o naszą przyjażń, bo wiedziałam, że przetrwamy wszystko.. Wiem szczenięce marzenie, które się  nie spełniło.. A co za tym pozło? Zazdrość .. na początku nasze wspólne koleżanki z klasy zaczynały między nami mieszać.. Zaczęły coraz bardziej odbierać mi ,,moją przyjaciółkę" co mnie się niekoniecznie podobało, a co one uważały za komiczne posunięcia.. No, ale z dwojga złego zakończyło się to praktycznie happy endem.. Chodziłyśmy do tego samego Gimnazjum tyle, że Edyta chodziła do klasy C.. Rozmowy na każdej przerwie i wspólne plany.. Ceniłam jej zdanie, oraz jej  sposób na życie, a miała wtedy dużo pomysłów na to życie.. Co roku spędzany Sylwester u mnie w domu.. ,,Pańcia z paniczem" nie mieli nic przeciwko na szczęście,  bo wiedzieli, że nie będę się nudzić.. Z taką osobą...

TESTAMENT..

,,Pańcia z Paniczem" zanim przeprowadzili się do Goduszyna w którym mieszkałam 20 lat mieszkali w bloku na Komedy-Trzińskiego w Jeleniej Górze i znając życie mieszkaliby tam do tej pory gdyby nie jedna historia o której napiszę w którymś rozdziale.. W tym wieżowcu zaprzyjaźnili się z jedną rodziną z którą utrzymują  kontakt do dziś i która też przyczyniła się do mojej odmiany psychicznej.. Mama ,,pańci", a moja ,,babcia" chociaż ja tak o tej kobiecie bym nie napisała, bo nie miałam z nią najlpszych relacji.. Nie raz jej matce wymsknęło się z powiedzeniem do mnie ,,bękarcie" czego nie rozumiałam dlaczego tak do mnie mówi.. I nie raz o to się z nią kłóciłam przeklinając dzień w którym zobaczyłam ją pierwszy raz.. Ze swoją córką też miała na pieńku.. Jak o czymś rozmawiały to robiły to tak, abym ja nie domyśliła się prawdy.. Groziła mi, że wszystko powie ,,mojej mamie".. Nie lubiła mnie, natomiast Łukasza kochała aż nad.. Nie potrafiłam  wytłumaczyć dlaczego tak j...

RELACJA Z ŁUKASZEM..

M oja relacja z Łukaszem jak zaczynałam naukę w szkole gimnazjalnej powoli zaczynała się zmieniać. Zmieniać na gorsze.. Ale po kolei.. Mnie i Łukasza dzieli nie mało, bo aż 10 lat.. Wiek można powiedzieć przepaść dla rodzeństwa.. No, ale to nie jest takie najważniejsze lecz to jak  rodzeństwo siebie nawzajem postrzega i czy nadają na tzw wspólnych falach.. W naszym przypadku było oczywiście na samym początku jak byłam niemowlakiem, później troszkę starszą dziewczynką rewelacyjnie.. Opiekował się mną i był na prawdę fantastycznym bratem.. Narzekać na wspaniałe relacje z moim braciszkiem nie  mogłam narzekać, no ale tak jak w piosence Anny Jantar ,,Nic nie może przecież wiecznie trwać" której za nic nie pojmowałam i nie potrafiłam wytłumaczyć takich słów  jak ,,Co zesłał los trzeba będzie stracić.." albo ,,Za miłość przyjdzie nam kiedyś zapłacić" nie rozumiałam wogóle.. Piosenka mi się podobała, ale jej krótko i zwięźle nie pojmowałam... Dopiero po latach jak zaczynałam na...

ROZPOCZĘTE, LECZ NIEDOKOŃCZONE SAMOBÓJSTWO..

 Także jakby podsumować te ,,wyprowadzki szkolne" stwierdzam jedno.. Nie ma żadnego, ale to dosłownie w tym słowa znaczniu ŻADNEGO wytłumaczenia na  stwierdzenie ,,Bo ty zawsze kłótliwa byłaś i żadnych przez to koleżanek nie miałaś i nie masz".. Gdyby te koleżanki i koledzy za razem mieli w głowie olej, a nie wodę, a nie robili ze mnie ofiary ,,swoich planowanych żartów" i ,,wymyślonych sensacji" to na pewno nigdy nie doświadczyłabym braku akceptacji, braku szczerych znajomości.. Każda osoba, która ,,obwinia" się że nie ma kolegów popełnia błąd braku samoakceptacji.. Taka osoba nie jest w stanie myśleć samoistnie tylko potrzebuje  ,,wsparcia" osób które mogą jej źle życzyć, które tylko czekają na jej potknięcia, lęki, niepowodzenia..  Moją uzasadnioną winą była naiwność, a nie że przez ,,kłótnie" nie mam kolegów.. Czy czuje się przez to poszkodowana brakiem tych znajomości? Kiedyś mocno przeżywałam każdą kłótnię, bo myślałam, że to wszystko moja wina,...

EKONOM I ZWYCIĘSKA BITWA O WOLNOŚĆ..

Z moim wyborem gdzie chcę się uczyć dalej podchodziłam z postanowieniem, że to będzie szkoła licealna.. Niestety Bóg chciał inaczej.. Moim wyborem tak na prawdę albo aż niewyborem miało być Technikum Gospodarstwa Domowego w Sobieszowie.. Papiery dane więc nie było się czego obawiać.. Niemalże w ostatniej chwili  decyzja zapadła na Zespóle Szkół Ekonomiczno - Turystycznych w Jeleniaj Górze o kierunku turystycznym.. Niby się cieszyłam, bo szkoła w samym centrum miasta, także nie musiałam się przesiadać do drugiego autobusu.. Trafiłam do klasy F w której przetrwałam 3 pełne lata.. Były to lata nie do końca szczęśliwe.. Niektórzy jak to czytają to mogą sobie myśleć ,,Boże dziewczyno jakie ty miałaś problemy normalnie żenada.."  Wychowawcą tej klasy była matematyczka Katarzyna.. Z wyglądu baba 40-letnia, która tak na prawdę była przed 30-stką w co każdy nie mógł uwierzyć.. Była na początku mojej przygody w tej szkole nie stanowiąca żadnych negatywnych emocji, oraz wrażeń osobą.. Po...

GIMNAZJUM - NOWE POCZĄTKI I TRUDNOŚCI..

I tak szczęśliwie ukończyłam Szkołę Podstawową i mogłam ze spokojem rozpoczynać naukę w szkole gimnazjalnej.. Marzyłam o spokoju i szczęśliwym ukończeniu.. Wybór mój miał paść na Gimnazjum nr 1 w Jeleniej Górze.. Stawiałam na ten wybór, ponieważ był to mój rejon.. Nie wyobrażałam sobie innej szkoły, ale jak w rzeczywistości zobaczyłam wnętrze tejże szkoły chciałam czym prędzej stamtąd zwiewać.. Już nie chciałam być uczniem w tej szkole.. Moim  ,,kategorycznym" wyborem okazało się Gimnazjum nr 4 w Jeleniej Górze.. Szkoła znajdowała się niedaleko mojego Przedszkola, także nie miałam co narzekać..  Ba nawet byłam zadowolona, że zecydowałam się zmienić wybór Gimnazjum.. ,,Mamcia i Panicz" nie chciali bym tam się uczyła.. Ja na początku się upierałam, ale szczęście w nieszczęściu wybór padł na odpowiednie Gimnazjum.. W tym gimnazjum trafiłam do klasy D z wytrwaniem trzyletnim w jednej klasie.. Co nie oznacza, że było lekko.. Moim zdaniem gimnazjum wogle nie powinno być, bo to dopi...

11-STKA I CIĄG DALSZY NAGONKI..

Czy chciałam się przenosić do innej szkoły? .. Nie nie chciałam.. Ledwo uporałam się z ,,przeprowadzką" do innego Przedszkola, a tu kolejny  raz musiałam przeżywać to samo.. Stres, nerwy, pytania ,,Dlaczego?" Chciałam skończyć edukację w jednej podstawówce, a nie skakać z kwiatka na kwiatek.. Niestety los chciał inaczej, ale czy ta ,,kolejna zmiana" wywołała jakieś lepsze momenty w moim życiu? Czy ta zmiana spowodowała, że nie zaprzestałam mieć lęków przed porażkami, upokorzeniami ze strony rówieśników? Każda osoba, która czyta ten początek powinna siędomyślać co autor miał na  myśli :) I tak za oczywiście kolejną namową ,,mojej mamusi", że może zmiana szkoły zbuduje we mnie polepszoną samoocenę, a w tym pełnodowartościowanie i akceptację ze strony rówieśników zmieniłam szkołę.. Tym trafem okazała się Szkoła Podstawowa nr 11 w Jeleniej Górze.. W tej szkole edukowałam się, aż do szóstej klasy.. No także mi się udało przetrwać do końca, ale oczywiście z przeszkodami :...

SZÓSTA KLASA I INNY POCZĄTEK..

👎 No i nowa klasa, nowe początki i po raz kolejny NOWE możliwości.. Częściowo chciałam tej zmiany, bo bałam się, iż nie dam rady znieść upokorzeń w poprzedniej klasie, które z resztą stały się notorycznym dziełem moich ,,kolegów" .. Między innymi zniszczony  brystol na przyrodę o Karkonoszach.. Nie wiem czy wiedzieli, że ta praca jest moja czy nie, ale jak przyszłam pod salę od religii i zobaczyłam zniszczone 5 godzin mojego czasu kompletnie się załamałam.. Nie pozostało mi nic innego... Wzięłam swój plecak, zniszczony brystol i w obuwiu szkolnym uciekłam ze szkoły na przystanek autobusowy i pojechałamdo domu cała zapłakana.. Jak dotarłam do domu akurat sąsiadka wychodziła wracając do domu.. Moja ,,mamcia" jak zobaczyła mnie całą zapłakaną ze  zniszczoną pracą trochę się ,,wściekła".. Od razu oboje pojechali do szkoły wyjaśnić tą sytuację.. Czułam, że trochę zaczęli mnie rozumieć.. No, ale zrobiłam nie małą sensację w szkole moją ucieczką, która wynagrodziła mi oceną ba...