Mikołajek jak Przemek je rozdawał jak był przebrany za Świętego Mikołaja.. Przemek był bardzo oberznany w tamtych latach, ponieważ bardzo się interesował naukami
teologicznymi i miał już zaplanowany krok na swoje życie, a raczej to bym nazwała ,,złudnymi marzeniami nastolatka", które na szczęście się nie sprawdziły w jego
dorosłym życiu.. Przemek miał zostać księdzem..Ba nawet miał wszelakie plany co do tego, aby osiągnąć ten swój wymarzony na pozór cel.. W wieku 10 lat miał
okazję uczestniczyć w Dniach Ciszy, które odbywały się w Legnicy.. Przez tydzień czasu miał się na własne oczy i uszy przekonać czy droga kapłaństwa jest dla niego
priorytetem w życiu i ,,drogą wolności".. Na koniec podstawówki jak każdy z nas miał powiedzieć do jakiego gimnazjum się wybiera i jaką ewentualnie drogę wybierze
Przemek bez zastanowienia mówił, że zostanie księdzem..
Z podziwem patrzyłam na jego z pozoru oczywiście dziecięce marzenie, które okazało się snem.. Zbytnio
nie wymienialiśmy się anegdotami ze swojego życia, bo Przemek swoje robił ja robiłam swoje.. Lubiałam go jako kolegę.. Gimnazjum rozdzieliło nas na pełne trzy lata..
Zero kontaktu, zero rozmów.. Ba ja nawet o nim przez ten czas ,,rozłąki" zdążyłam zapomnieć.. Nie wracałam do powtórki ,,szóstej klasy".. jako kolega Przemek był
raczej osobą bardzo skrytą w tamtych latach.. Nie dawał sygnałów do jakichś kłótni czy sensacji klasowych.. Był raczej osobą bardzo spokojną i opanowaną, która
miała swój własny świat, własnych znajomych.. Czy myślał wtedy o mnie? Mówi, że mnie ,,szukał w chmurach"
, ale ja tego niestety nie wiem.. Sytuacja się zmieniła
jak ujrzałam go na korytarzu w Zespole Szkół Ekonomiczno-Turystycznych..Nie od razu wpadł mi w oko.. Raczej sprawiał wrażenie żyjącego we własnym świecie..
W czym był dobry? Tak na prawdę to był dobry w bajerowaniu opowiadając o swoim ,,bajkowym" życiu.. Trudno mi było w to uwierzyć, ale jak zaczynałam z Przemkiem
tak powoli intensywnie wchodzić na inne tory znajomości to wtedy pojawiały się prawdziwe ,,tory" .. Byłam strasznie naiwną dziewczyną wierzącą w każdą bajeczkę
wypowiedzianą na głos.. Jak sobie przypomnę moją naiwność to sama z siebie się śmieję, ale wtedy to do śmiechu mi nie było.. Czy Przemek to wyczuwał? Raczej
powoli bardzo intensywnie się tego uczył nie ujawniając swoich umięjętności szpiegowskich w których ja sama w to przez dłuższy czas nie mogłam uwierzyć.. Czy
mnie wykorzystywał? Moją naiwność? Sprawiał wrażenie, że traktuję mnie poważnie nie raniąc moich uczuć.. Tak na prawdę to dopiero związek ze mną dał mu się we
znaki..
Moja bezkompromisowość i totalna bezwzględność odbiła się na jego psychice i zachowaniu.. To co się z nim działo i to jak to wszystko przeżył odbiło się
mocno na jego zdrowiu psychicznym..
Ciało walczyło, a dusza prawie uchodziła na drugą stronę.. Nigdy nie podejrzewał, że będzie w takim stanie, że będzie walczył,
ale nie z własną żoną, tylko z demonem w ciele swojej żony.. Pewnie niektórzy jak będą to czytali to pewnie padnie stwierdzenie ,,Boże jakie ona brednie wypisuje..", albo
,,Iście nienormalna kobieta mająca swoje cudaczne fantazje do opowiadania bajek.." W tym wszystkim oboje wyszliśmy zwycięsko i w dalszym ciągu wychodzimy na
prostą.. Siedziała we mnie prawdziwa nienawiść do całego świata i własnego męża.. Męża, który z miłości poświęcił wszystko..
Poświęcenie, swoją własną miłość,
oraz wytrwałość w walce z demonem.. Czy się pastwił? To nie było pastwienie się nade mną.. To był ratunek..Ratunek dla ukochanej żony.. Jego wiara, miłość
zdziaływały cuda, którymi ja wogle nie dawałam rady ogarnąć następnego dnia.. Każdy dzień to była walka Przemka o przetrwanie. Nic nie mówił, o nic się nie uskarżał,
był i cierpliwie czekał na poprawę.. Chociaż ciężko to nazwać ,,poprawą", która trwała lata..
Czasami było dla mnie niezrozumiałe dlaczego tak się dzieje.. Moją prawdziwą ostoją był Przemek, który poświęcając swoje życie na walkę o swoją
,,wymarzoną" nie poświęcił swoich marzeń o lepszą przyszłość.. Stał na czatach w te lepsze jak i w te gorsze dni..
Zmęczenie, frustracja nie raz bunt jaki w nim siedział potęgował w jego organiźmie wariacje z którymi nie potrafił sobie poradzić.. Jedyną spokojną ostoją na całe to
zamieszanie była wiara, która ani przez chwile nie opuszczała Przemka dając mu nadzieję na lepsze jutro.. Jak ze mną w tym ,,szale" wytrzymywał? Odpowiedź
jest może i banalna, a może trudna do zrozumienia.. Oprócz tego, że trzymało go uczucie do mnie to modlitwa do Boga..Modlitwa, która stała się lekiem na wszystko i co
pomagało
Przemkowi uporać się i okiełznać swoją w szale działającą żonę, która w swoim umyśle, oraz głowie miała Teresę Dubik..
Komentarze
Prześlij komentarz