czy mnie również to czeka i nie raz pańcia rozmawiając ze swoją powiernicą Barbarą mówiła że ona nie wie jaka ja będę i ma nadzieję, że się nie zmanieruje..
Na pokaz mnie chwaliła mówiąc ,,Moja kochana córeczka.." A ja jak głupia wierzyłam, że ona na prawdę jest ze mnie dumna.. Rzeczywistość przerosła moje
najśmielsze oczekiwania.. Najpierw chwaliła, a po dniu, bądź po kilku lub kilkunastu dniach prosiła Boga, aby mnie i Łukasza zabrał.. Nie wiedziałam o co w tym chodzi..
Leżąc koło niej w sypialni i słuchając że życzy mi śmierci, bo akurat jej ,,córeczka" potrzebowała słowa otuchy bo miała bardzo przytłaczający dzień.. Pierwsza taka
poważna zmiana nastąpiła tydzień po ślubie.. Wtedy z Przemkiem postanowiłam pojechać do domu i zabrać wszystkie swoje rzeczy ze swojego pokoju.. Akurat
wybrałam taki dzień w którym widziałam, że nie będzie jej, Łukasza i panicza w domu.. Zabierałam wszystko co moje resztę zostawiłam, bo do niczego mi nie
były potrzebne.. Kiedy zdążyłam już wszystko z Przemkiem zapakować do samochodu niespodziewanie zajechał mi odjazd panicz swoim służbowym samochodem..
I pytania co my tu robimy? Co my wynosimy? .. Zaskoczenie w moich oczach było na pierwszym planie, oraz to jak powiedział ,,Musisz pogadać z matką.."
I tak jak powiedział tak zrobił zadzwonił do Teresy i dał mi swoją komórkę, a ta zamiast spokojnie zacząć rozmowę dowiedzieć się co się dzieje to ta postanowiła
mnie zbruzgać do reszty wyzywając mnie od franc, suk, bękartów i kurw..Jak tego słuchałam to nie miałam najmniejszej ochoty się do niej odzywać.. Mimo tego
całego obrażania rozłączyłam się i dałam paniczowi telefon.. Tak mi było przykro, a tak chciało mi się płakać.. Po chwili zadzwoniła jeszcze raz i od razu
rozporządziła, że klucze od domu mam zwrócić i się w domu nie pokazywać.. ,,Jak wybrałaś Przemka zamiast swojej rodziny to nie masz do czego wracać"..
Klucze zdałam natychmiast i zdołowana pojechałam do swojego nowego domu.. Już było coraz gorzej.. Jak miałam jeszcze kontakt z jej bratem Bogdanem
to czasami przyjeżdżałam do niego.. Podczas jednej z takich wizyt Bogdan rozmawiając przez telefon na głośnomówiącym usłyszałam jak mnie bruzga..
Bogdan tylko powiedział do niej, że przyjechałam, a ta bezpardonowo powiedziała, że ,,bardzo dobrze niech słyszy.." Kolejny ból, kolejny strach i kolejne upokorzenie..
Miewałam koszmary w nocy..Między mną, a Przemkiem coraz częściej dochodziło do przeróżnych awantur, wyzwisk i niespodziewanej agresji z mojej strony..
Co najlepsze ja pamiętam że byłam agresywna, ale za to nie pamiętałam co ja w tej agresji wyczyniałam.. Mama Przemka długo walczyła z moją nadpobudliwością
rozmawiając ze mną, tłumacząc mi wiele rzeczy.. Poświęciła wszystko, aby wyprowadzić mnie na prostą.. Po miesiącu mojego małżeństwa nie wiem, bo tego
nie pamiętam chciałam wyskoczyć z balkonu, po jakimś czasie chciałam podciąć sobie żyły.. Takich prób samobójczych miałam jeszcze trzy.. Przemek z tego
strachu, że coś sobie mogłabym zrobić schował wszystkie noże, nożyczki i wszelkie rodzaje narzędzia ostre.. Ja budząc się następnego dnia kompletnie nie świadoma
co wyczyniałam jadłam normalnie śniadanie ze swoim mężem i naszymi rodzicami.. takie próby ataku zdarzały się u mnie notorycznie.. Przemek nerwicę dostawał,
chociaż nie dawał mi tego po sobie poznać..Znosił dosłownie wszystko..Każdy mój krzyk, każdy mój atak, każdy mój kryzys.. Jak się trochę uspokoiłam
dowiedziawszy się o swoich podbojach postanowiłam zadać mu jedno pytanie ,,Dlaczego ty się ze mną nie rozwiodłeś?" On na to ,, Bo musiałem to znosić, bo
cię bardzo kocham i kochać będę do końca życia.." Myślałam, że tak się zgrywa, że jest ze mną z litości, ale to z jego strony była miłość do mnie.. Jego poświęcenie,
miłość, cierpliwość, wyrozumiałość, oraz bezgraniczne oddanie uratowało mi życie.. Miłość jego mamy do mnie sprawiła że powoli zaczynałam wierzyć w miłość
matki do dziecka.. Miłość której mi bardzo brakowało w ,,swojej matce", której nie zaznałam, nie poczułam.. Mama Przemka stała się dla mnie prawdziwą mamą,
prawdziwym przyjacielem, oddanym powiernikiem.. W przeciągu 5 lat poznała mnie lepiej niż ja sama..Znała wszystkie moje słabości, lęki, znała moją ,,rodzinę" nie
tylko z moich rozmów z nią, ale również potrafiła ich wyczuć.. Potrafiła wyczuć Bogdana, Kaśkę.. Przemek ucząc się od niej tej wytrwałości do mojej osoby dawał
przykład walecznego wojownika, który tak naprawdę nie walczył z właśną żoną, która przez swoją nadprzyrodzaną agresję powodowała zamęt nie tylko w domu, ale
również w swoim własnym małżeństwie, tylko walczył z Teresą Dubik, która pod wpływem mojej decyzji o zamążpójściu i objęcia obowiązków domowych, z którymi
zajmowałam się w domu - od momentu mojej wyprowadzki wszystko spadło na jej barki.. Na początku tego nie rozumiałam, że to może być uwolnienie się od
demona.. Pojęłam to dopiero po długich latach walki ze sobą, swoimi słabościami, lękami, oraz niepotrzebnymi wyrzutami sumienia które kłębiły się w mojej
głowie.. Ta agresja trzymała mnie długie 5 lat.. Pytanie, a dlaczego nie wkroczył psycholog, bądź psychiatra.. Na początku chciałam podjąć się rozmowy z psychologiem..
Nawet dowiadywałam się co trzeba zrobić, bądź jakie dokumenty przynieść, aby odbyć taką rozmowę.. Co mnie powstrzymywało, aby tego nie robić? Tylko i wyłącznie
wiara Przemka, oraz jego mamy.. Obydwoje stanowczo sprzeciwiali się temu mojemu pomysłowi twierdząc, że psycholog nie będzie w stanie mi wystarczająco pomóc..
No tutaj racja jest, bo mój przypadek był bardzo złożony i specyficzny..Skończyłoby się na tabletkach uspokajających, bądź silnych antydepresantach, a w
wariatkowie wylądować nie chciałam, także musiałam przejść jeszcze długą drogę do normalności.. Przemek z tego wszystkiego sam objawiał istne podenerwowanie..
Nie wiedział jak mi pomóc..Jak zapanować nad moją agresją.. Nie chciał mnie zostawić, ani się ze mną rozwieźć tylko chciał walczyć z demonem zła jakim była Teresa..
Zadawałam sobie ciągle te same pytania ,,Dlaczego ja tego nie pamiętam?" ,,Dlaczego to mi się dzieje?" ..W tamtym czasie musiałam bez przerwy do nich dzwonić, bo
później były wymówki, że wogle o nich nie myślę.. Dzwoniłam do nich z wielką niechęcią.. Stan mojego zdrowia psychicznego był coraz gorszy.. Gorzej znosiłam
rozmowy z nimi..Oni skurpulatnie mi to utrudniali jak martwiłam się dlaczego nie odbierają ode mnie telefonów jeszcze z początku mojego małżeństwa.. Kiedyś jak
odwiedzałam Bogdana to w drodze powrotnej do domu zajechałam do Goduszyna sprawdzić co u nich.. Po przyjeżdzie okazało się, że nie ma ich w domu, ale coś mnie
tknęło i poprosiłam Przemka, aby otworzył garaż.. Miałam przy sobie klucze więc dałam Przemkowi, aby zobaczył czy jest ich samochód.. Był, stał w tym garażu, a
ja wtedy byłam pewna, że są w domu i patrzą przez okno nagabując na mnie, na Przemka i jego rodziców.. Wpadałam w coraz większą otchłań, którą dokładnie
wymierzała mi Teresa..Ciężko to sobie wytłumaczyć, ale tak właśnie było.. Panicz pod jej władaniem robił to co ona chciała..Nigdy przez te wszystkie lata nie pomógł
mi, nie porozmawiał ze mną szczerze, nawet nie próbował naprawić ze mną tych relacji.. On nawet do tej pory nie zdaje sobie sprawy w jakim ja horrorze żyłam..
Przez lata chciałam z nim tej rozmowy zadając Bogu jedno pytanie ,,Dlaczego?" Teraz już inaczej na to patrzę, bo uświadomiłam sobie, że miłości nie można kupić..
Miłość rodzicielska jest pierwszym i najważniejszym zadaniem każdego ,,świadomego" rodzica i z niczym tej miłości nie można porównywać..
Komentarze
Prześlij komentarz