Przejdź do głównej zawartości

ŚLUB ..


Czy zastanawiałam się jaki chciałabym mieć ślub i wesele? Moim marzeniem było wziąć ślub bez niepotrzebnego rozgłosu i plotek.. No niestety troszeczkę 

los pokrzyżował mi plany.. No, ale dzięki temu wiele mogłam się dowiedzieć o rodzinie ,,Panicza".. Na moim i Przemka ślubie miało być tylko 16 osób, a było

ich aż 40 i muszę powiedzieć, że to był ślub moich marzeń, bo odbył się w takim dniu w jakim chciałam powiedzieć tą przysięgę, ale stał się też najgorszym dniem,

ponieważ na tym ślubie rodziny panicza miało nie być.. Praktycznie miesiąc przed planowanym ślubem elegancko ubrana w sukienkę, a Przemek w garnitur

rozdawaliśmy zaproszenia po Chmieleniu, oraz Rębiszowie.. Nie taki był plan, bo już jako nastolatka widząc i słysząc ciągłe kłótnie w rodzinie ,,ojca" przysięgłam

sobie, że jego rodziny na moim ślubie nie będzie.. Niestety los chciał inaczej co niekoniecznie mi się podobało, ponieważ to nie tak miało być..




Po przygodzie ze skakanką postanowiłam powiedzieć tylko ,,ojcu", natomiast on zdecydował, że musimy również poinformować również ,,pańcię".. Od dnia jak się

dowiedziała, że zamierzam wziąć ślub precyzyjnie wypowiadała swoje zdania typu: ,,Dominiko ślub to decyzja na całe życie..", ,,Jesteś pewna swojej decyzji? Bo 

pamiętaj jest jeszcze czas by to odwołać.".. Ja konsekwentnie trzymałam się swojego zdania i na domiar swojej decyzji w kalendarzu każdego miesiąca zaznaczałam

kółkiem dzień w którym miała się odbyć ta uroczystość.. Nasz ślub odbył się we wtorek..Dlaczego we wtorek, a nie w sobotę? Ano ponieważ we wtorek wypadała

ważna dla mnie data.. 


W przeciągu trzech miesięcy mieliśmy wszystko zaklepane i dopięte na ostatni guzik.. Troszkę się bałam, że nie uda nam się wziąć tego

ślubu w tym dniu.. Pańcia sugerowała, że powinniśmy rok poczekać, że powinniśmy się lepiej poznać i sprawdzić czy jesteśmy dla siebie stworzeni.. Poznawać się

bardziej nie musieliśmy, bo się znaliśmy i mieliśmy w tym wszystkim do siebie słabość, zaufanie po krótce wszystko dosłownie wszystko zawierzyliśmy Bogu i nie

żałowaliśmy tej decyzji.. Kolejnymi fantastycznymi pomysłami ,,Pańci" było gdzie mamy wziąć ten ślub.. Pierwszym jej pomysłem była moja parafia, bo tradycją jest

wg oczywiście ,,pańci" że ślub powinien być w parafii Panny Młodej.. No tutaj się z tym zgodzić nie mogę, bo ludzie żyją teraz tak, że jest równouprawnienie także nasz

ślub odbył się w parafii Pana Młodego - natomiast ślubu udzielił nam ksiądz Kazimierz Zborowski - ksiądz w w kościele p.w. św Józefa Kalasancjusza w

Goduszynie - no także można powiedzieć, że tradycja nie umarła..;) Drugim jej genialnym pomysłem był ślub w Częstochowie i to 15 czerwca - w dniu jak ona sama

brała z paniczem ślub.. Ja to byłam zbyt uparta i tylko z duchu powiedziałam sobie ,,Jeju szkoda, że nie w Watykanie.." Pomysły na ten ślub miała niezwykle

urozmaicone 


i na pozór niewyobrażalne.. 


jak już doszło do ślubu z niepotrzebnymi gośćmi, którzy bardziej przyjechali, aby sprawdzić czy nie jestem w ciąży i czy aby

nas nie pogoniło.. Ona bez przerwy powtarzała, że na ślub mamy jeszcze czas i na weselu non stop to okazywała.. Jak już wypowiedzieliśmy sobie tę przysięgę 

składając podpisy kierowaliśmy się do wyjścia, a tam istny cyrk.. Staliśmy jak sroki w płocie przed wejściem do kościoła zastanawiając się nad jednym ,,Przecież 

zazwyczaj rodzice Państwa

Młodych składają życzenia.." U nas było jak w cyrku.. Rodzinka stała i czekałą chyba na oklaski.. Mama Przemka musiała sprawy z organistą załatwić także 

rodzice Panny Młodej mieli pole do popisu, a oni tylko czekali patrząc jak ich rodzinka nas fotografuje co było istnie żenujące.. Na samym końcu gdzie powinni być jako 

pierwsi..Zrobili z siebie istne pośmiewisko.. Po dotarciu na przyjęcie weselne, którego nie powinno być był jeszcze większy cyrk, który wogle nie powinien mieć 

miejsca..Pańcia wszystkich porozstawiała wedle jej uznania, gustu.. Ona z Paniczem usiedli sobie na szarym końcu gdzie powinni siedzieć koło mnie, a nie po drugiej 

stronie stołu.. Połowa potraw do nas nie dotarła tylko dotarła gdzie siedziała pańcia z paniczem.. na domiar wszystkiego ona ciągle wychodziła z sali robiąc się

coraz bardziej zdenerwowana..W pewnym momencie wpadła na jeszcze bardziej szalony pomysł jeszcze przed naszym ślubem.. Przestraszyła się, że jej ,,kopciuszek"

wyfrunie z gniazda i zostawi ją ze wszystkim.. Postanowiła, bo nie sądzę, że Panicz tak samo myślał jak ona, że przekupią Przemka wręczając mu 5 tysięcy złotych


w zamian, że mnie zostawi zaraz po otrzymaniu pieniędzy samą, a wtedy ona miałaby jeszcze większe pole do wiwatu i satysfakcję, że osiągnęła swój cel..

Przemek równie dobrze wpadł na genialny pomysł chociaż wtedy raczej nie myślał że to było, aż tak genialne..Wziął te pieniądze i na oczach panicza spalił, bo to on 

chciał Przemka przekupić oczywiście pod nadzorem swojej żony, która przez ten czas jak to się wydarzyło nie odstępowała mnie na krok..Ja niczego w tamtym 

momencie nie byłam świadoma, raczej byłam oszołomiona tym ślubem, że udało mi się dopiąć swego.. Przemek dopiero po kilku miesiącach po ślubie o wszystkim

mi opowiedział i dopiero w niekrótkim czasie po ślubie zaczęły się u mnie problemy równowagi psychicznej, które z każdym kolejnym teraz temacie będą ujawnione

świadomie przeze mnie..

Rodzina na weselu zachowała się niegodna bycia na moim ślubie mimo wcześniejszych deklaracji, że braci panicza nie będzie.. 

Rodziny Przemka nie było mojej 

też miało nie być, a jednak tało się inaczej.. Byliśmy po części uzależnieni od nich..Wybierali wszystko: jedzenie, wystrój.. Rodziców Przemka wogle nie pytali

o zdanie tylko decydowali pod siebie i mimo, że ten ślub dla mnie był najpiękniejszym dniem w życiu, dla nich była to tylko impreza na pokaz, bo wszystko co

tam było było na pokaz.. 



Świadkową nawet próbowała mi wybrać..Miała to być jej chrześnica o której napiszę w dalszej części mojej historii.. Jej przyjaciółki, oraz

najbliższj powierniczki Barbary nie było, bo w tym czasie była w Niemczech w pracy jako Opiekunka Osób Starszych..Był za to jej mąż i  ,,córeczka" z dwójką 

rozwydrzonych kompletnie nie umiejących się zachować dzieciakami..Ba nawet ubrać się nie potrafili.. Normalnie istny cyrk stulecia.. Teraz opowiadając to wszystko

pojawia się na mojej twarzy uśmiech, bo zamykam coś dla mnie niepodważalnie bolesnego i najprawdziwiej szczerze upokarzającego moją osobę.. Z czym musiałam

żyć i co niekoniecznie było moim wyborem..









Komentarze

Popularne posty z tego bloga

DRZEWO I BAJKA..

W tym temacie będę opisywać dwa indywidualne spotkania z pracownikami Ośrodka. Pierwsze takie spotkanie miało na celu omówienie drzewa genealogicznego rodziny.. To co to jest drzewo  genealogiczne to wyjaśniać nie będę, ale będę pisać co pary w tym drzewie musiały uiszczać..  Na początku panie szkolące bardzo wyraźnie i głośno podkreślały, że rodzina biologiczna dziecka musi znaleźć się tam, bo to ,,część historii tego dziecka" .. Narzucały swoje racje - sprzeciwu słuchać  nie chciały.. Oczywiście była anegdota że ,,dziecko będzie miało swoją nową historię", ale nie powinno się zapominać o tych korzeniach z dawnego życia.. Było to dla mnie absurdalne i wręcz niedorzeczne, no ale taki był program tego całego szkolenia.. My z racji tego, że podjęliśmy się tego szkolenia w jednym konkretnym celu : dowiedzenia się jak to było po krótce z moją adopcją  musieliśmy grać w tym teatrzyku i opowiadać historie wyssane z palca.. Również musieliśmy  powymyślać jaką my to mam...

,,RÓZIA CICHO''.. CAŁA PRAWDA O RODZINIE ZASTĘPCZEJ..

Któż to ten rodzic zastępczy? Nasuwa się pytanie, gdyż to też jest temat tabu, który pomija bardzo wiele szczegółowych informacji Ośrodek.. Tutaj zamierzam opowiedzieć, wyjaśnić kim jest taka rodzina, czym się zajmuje, jak przebiega proces wychowania dziecka właśnie w takiej rodzinie, jak dziecko odnajduje się w rodzinie zastępczej, oraz co się z dzieckiem dzieje jak trafi do rodziny  adopcyjnej.. Rodzic zastępczy jest to opiekun, który przyjmuje dzieci/dziecko w nagłych sytuacjach do czasu unormowania się sytuacji prawnej dziecka.. Pełni również funkcję opiekuńczą nad dziećmi,  które nie mogą być wychowywane przez rodziców biologicznych.. Kiedy dochodzi do styczności, czyli przekazaniu dziecka rodzinie adopcyjnej, wówczas rodzinie ( czyli rodzinie faktycznej ) przysługują  wszystkie świadczenia rodzinne ( 800+, becikowe, rodzinne.. ) o tym ośrodek mówi, ale już po  faktycznej rozprawie.. Tymczasem prawda jest inna - rodzina może się starać o te świadczenia już podcz...

ZESPÓŁ FAS, FASD, CHOROBA SIEROCA, PRZEMOC..

Tutaj troszeczkę przeniosę się w tą ciemniejszą stronę adopcji, czyli mowa będzie o czynnikach   hamujących, lub zaburzających prawidłowy rozwój dziecka.. No jest to dosyć trudny temat, bo każdy  rodzic chciałby mieć zdrowe dziecko, niekiedy zdarzają się przypadki, kiedy ,,taki rodzic" ma  głęboko w czterech literach czy dzieciątko urodzi się zdrowe czy też chore.. Każde dziecko czy te  zdrowe jak i również te chore chce doświadczyć tej miłości mamy i taty, ale nie każdemu dziecku jest to pisane.. Przykre, ale prawdziwe ;( Kobieta będąc w ciąży nie jest w stanie odrzucić alkoholu, narkotyków, bądź papierosów, wtedy dochodzi do przeróżnych zmian w jej organiźmie.. Nigdy, ale  to naprawdę nigdy nie zrozumiem takich kobiet, które mając gdzieś to ,,nowe życie" robią wszystko, żeby dziecko urodziło się np z chorobą alkoholową.. Pierwszym takim dosyć częstym zjawiskiem choroby płodu jest zespół FAS ( Alkoholowy zespół  płodowy ) Na szkoleniu była oczywiście ...