rodzina.. Pańcia jak chciała się wyżalić, porozmawiać, albo skorzystać z dobrej rady dzwoniła do swojej powierniczki.. I tak było od wielu wielu lat.. Jak się spotykały
czy to u pańci, albo czy to u Basi, bo tak ma na imię jej powierniczka życia to zawsze w ważnych kwestiach sadowiły się z dala od zgiełku ludu.. Mogły spokojnie i
może szczerze, może naiwnie porozmawiać użalając się nad swoim życiem i nad swoimi ,,błędami".. Ewa była bardzo niespokojną duszą.. Robiła co chciała i nic
ani nikt nie był w wstanie jej przemówić do rozumu.. Ja jako nastolatka lubiałam spędzać z nią czas kompletnie nie zdając sobie sprawy, że Ewa będzie
współtwórczynią mojego największego i chyba najbardziej nieobliczalnego postępowania oraz buntu.. Któregoś roku którego nie pamiętam pańcia powiedziała mi
oczywiście w tajemnicy, że Ewa jest adoptowana..Wtedy zaczynałam rozumieć jej czasami dziwne, a czasami nieodpowiedzialnego zachowanie względem swoich
najbliższych.. Ewa zawsze tak miała, że zawsze spadała na cztery łapy, bo zawsze jej ,,naiwni rodzice" bo tylko tak można nazwać ludzi, którzy poświęcili dla niej tak
naprawdę wszystko okazując jej nieodzowne wsparcie i pomoc co mnie nie było dane w swojej rodzinie.. Dopiero jak zaczynałam pojmować swoją sytuację bardzo
jej tego zazdrościłam, że ma przy sobie rodziców, którzy przy niej są, akceptują jej błędy, bo ją kochają mimo trudnego i bezwzględnego postępowania z drugą osobą..
Jak wyszło na jaw, że będę mamą to praktycznie niemal od razu zaczynały się przeszpiegi u mnie w pracy.. Jak Pańcia z Paniczem przychodzili to próbowali zepsuć
mi spokój opowiadając o mnie i o Przemku rzeczy nieokreślające nawet krzty prawdy pomysł w głowie pańci przyszedł, że ,,obarczy" tym szpiegowaniem Basię i jej
córkę.. Przychodziły mi do pracy co na początku nie robiło na mnie żadnego wrażenia, natomiast później zaczynałam kontemplować o co w tym wszystkim chodzi..
Szpiegowanie mnie i przebieg mojej ciąży doprowadzało mnie samą do czystego obłędu.. Ewka po chamskości i nieobliczalnej arogancji w bezczelny sposób
mnie zaczepiała nawet jak miałam klientów przez co nie byłam w stanie spoglądać w każdą stronę i obserwować czy aby jakiś znajomy mnie nawiedza w pracy..
To było bardzo stresujące i nie dające spokoju..Czułam się bardzo zaszczuta i obserwowana.. Dużo w tamtym czasie pomógł mi Przemek mimo, że on sam miał
nieprzyjemności w postaci niespodziewanej wizyty Pańci i Panicza, znajomych Pańci, którzy w bezczelny sposób zaczepiali Mojego Męża mówiąc, że mnie przetrzymuje
zabierając mi telefon, abym mogła zadzwonić.. Dla nich Przemek, oraz jego rodzice byli osobami, które mnie non stop buntują uniemożliwiając mi bezpośredni
kontakt z domem rodzinnym.. Na Przemku nie zostawiali suchej nitki opowiadając różnym osobom nieprawdziwe i wyssane z palca historie.. Nawet sąsiedzi im
wierzyli, a to powodowało u mnie większy nacisk na powiedzenie prawdy i otwarciu się na ludzi co dla mnie było wręcz nieosiągalne i kolosalnie niemożliwe..
Podczas trwania mojej ciąży próbowali mnie odseparować od Przemka, abym znów stała się marionetką w jej rękach.. Wyliczali mi praktycznie wszystko, a sami nic
nie włożyli, aby mi pomóc i wesprzeć jak byłam w ciąży..Największe wsparcie miałam od rodziców Przemka i samego Przemka.. Mój bunt i kryzysy ustąpiły..
Czułam się wolna i na krótką chwilę bardzo szczęśliwa, bo choć w dalszym ciągu miałam ,,swoich" na głowie to jednak żadnych głębszyc ekscesów nie było..
Już jak zbliżałam się do rozwiązania byłam i podekscytowana i czułam obawę czy aby podołam jako mama.. Bz przerwy uzyskiwałam ogromne wsparcie od teściów i
Przemka.. To oni ze mną byli w najważniejszym momencie kiedy zabrakło ludzi mi ,,chyba" najbliższych..Ludzi, którzy uważali się za moich rodziców.. Dzień przed
porodem był dla mnie wyczekiwanym dniem, który okazał się również wielką tajmnicą mojego życia.. Podczas spaceru po korytarzu na patologii ciąży ucięłam sobie
krótką rozmowę z inną przyszłą mamą nie podejrzewając, że za chwilę będzie na mnie czekać wielka niespodzianka życia.. Na oddział przyszła Ewa, która
bardzo zdecydowanie do mnie podeszła w niefrasobliwą pewnością siebie.. Pamiętam byłam bardzo zaskoczona, że ją widzę, ponieważ nikomu obcemu nie
powiedziałam że mam za kilka dobryc godzin zostać mamą.. Pomyślałam sobie wtedy ,,Co ona tu robi..?" Ewka od razu poprosiła mnie o chwilę rozmowy w cztery
oczy..Była sama, także bez świadków mogła wyjawić mi pewien sekret... Zaczynała bardzo niewinnie od powiedzenia ,,Co tam u ciebie?"i ,,Kiedy rozwiązanie.."
Ale nie to było wstrząsające.. Ewa kiedy poczuła się chyba pewnie, bo tylko tak można to nazwać zaczynała mi udzielać niezbędnych rad o tym, abym odezwała się do
,,rodziców".. Że obydwoje bardzo to przeżywają i się bardzo o mnie martwią.. Nie potrafią zrozumieć dlaczego nie chcę mieć nic z nimi wspólnego i kategorycznie
odmawiam im kontaktu ze mną.. Próbowałam z nią normalnie romawiać, ale to było dużo cięższe i trudne niż się spodziewałam.. Po chwili ni z gruszki ni z pietruszki
oznajmiła mi, że ,,Dominika ja też jestem adoptowana.." Po wypowiedzeniu tego zdania przez Ewę chyba chciałam krzyknąć, ale zabrakło mi odwagi.. Wzięłam tylko
głęboki oddech słuchając co dalej się wydarzy..
W tamtym momencie nieźle mną wstrząsnęła tą wiadomością, gdzie dopiero po jej wyjściu z oddziału zaczynałam
sobie powoli uświadamiać co się takiego stało.. Od razu zadzwoniłam do Teresy zadając jej pytanie czy mnie adoptowali.. Ona konsekwentnie zaprzeczała mówiąc
że to nieprawda..Musiałam powtarzać to pytanie trzykrotnie i dopiero za trzecim razem oznajmiła mi, że tak jestem dzieckiem adoptowanym.. Od razu zaczęłam
płakać zadając jej pytanie ,,Dlaczego mi nie powiedzieliście?" Ona natomiast ,,Nic by to nie zmieniło,bo ja i tak byłam ich i pozostanę ich, że mnie bardzo kochają..''
Byłam w takim szoku, że nie panowałam nad sobą co się ze mną dzieje i co ma się ze mną stać.. Po obiedzie zadzwoniłam od razu do mamy Przemka, aby od razu
do mnie przyszła, bo muszę jej o czymś powiedzieć.. Obiecała, że zaraz będzie razem z Przemkiem.. Jak przyszli od razu ze łzami w oczach powiedziałam im
kto mnie nawiedził i czego się dowiedziałam.. Tylko dlaczego ta prawda wyszła dzień przed porodem i dlaczego to wyszło od osoby obcej, która myśląc że sporo
w życiu przeszła i sporo wie o tym życiu zdecydowała się powiedzieć mi w chwili w której miałam zostać mamą.. Nie wiem co Ewkę kierowało.. Czy bezduszność,
czy może zazdrość, a może jej mamusia z Teresą kazały mnie tym dobić no naprawdę nie mam pojęcia.. Ja rozumiem, że bycie rodzicem przysposobionym ma swoje
prawa i ma też obowiązki, ale naprawdę nie w taki sposób.. Rodzice Ewki byli, są i będą jej pionkiem w grze, którą Teresa sama prowadzi w swoim szeregu kłamstw i
nieodzownych sensacji życiowych.. Ludzie adoptują dzieci i ja mam naprawdę ogromny szacunek dla takich małżeństw, którzy poświęcając wszystko..Nie raz i nawet
stosunki rodzinne trzeba poświęcić na to, aby zostać rodzicem dla dziecka o innych genach, ale to nie musi wcale oznaczać, że takie dziecko nie potrzebuje miłości,
zrozumienia czy przysłowiowo akceptacji.. Sprawa zrozumiana, że jest obawa z jakiej rodziny to ,,obce" dziecko pochodzi.. Ale jak się naprawdę decyduje na taki krok,
bo to jest poważny krok i powinna być to dobrze przemyślana decyzja to powinna przede wszystkim w takich rodzicach być miłość i zupełna akceptacja do takiego
dziecka..W moich ,,opiekunach" bo tylko tak mogę już ich nazywać kierowała chęć szybkiego wzbogaceniu swojego portfela, a nie miłość do mnie czy akceptacja mojej
osoby jako małego dziecka, później dorastającej nastolatki no i w finale dorosłej kobiety, która mimo, że jest osobą dorosłą mająca dziecko i męża w dalszym ciągu
potrzebuje tych rodziców, a w szczególności matki, która ją wysłucha, przytuli, skarci.. Po prostu będzie.. Tą matką, która dopełniła tego matczynego obowiązku,
chociaż wcale, ale to wcale nie musiała była moja własna teściowa, która swoim bezgranicznym poświęceniem wypełniła w moim sercu ciepło zamieniając lód na
rozgrzewający ogień, a łzy na uśmiech.. Była moją mamą.. Mamą, która przez 5 lat bycia ze mną, a zarazem osobą posiadającą ciężki bunt w swoim sercu
doprowadziła do stabilizacji emocjonalnej i potężnej miłości, którą darzę swoją rodzinę. ZAWSZE BĘDĘ CIĘ KOCHAĆ MAMO..
Komentarze
Prześlij komentarz