Temat zaszedł już na nieco starsze dzieci, więc będzie troszeczkę przypominał rollercoaster :) A więc
po kolei.. Pierwszym takim najważniejszym punktem tego tematu była wizyta dwóch rodzin
adopcyjnych.. Było widać radość, szczęście, ale również ulgę, że doczekali się tego wymarzonego
potomstwa.. Chłopiec, którego adoptowali miał 2 latka i był przecudny.. Widać było na twarzy tego
chłopca, że był szczęśliwy, a po nich było widać, że bardzo go pokochali.. Na twarzach innych par było
widać jedno: ZAZDROŚĆ.. Pamiętam, że ten chłopiec wypatrzył sobie mnie i Przemka.. Pierwszy taki
moment w którym mogliśmy zobaczyć to ,,przyciąganie" było jego podejście do mnie z bidonikiem..
Inni praktycznie wołali do niego, żeby podszedł tu, podszedł tam, a mały podszedł do mnie.. Ja
oczywiście się nie wychylałam mimo, że też bardzo chciałam i czułam, że ten chłopiec właśnie do
mnie podejdzie.. Praktycznie u wszystkich było widać takie zażenowanie, że kopnął mnie ten zaszczyt,
a ich nie, ale tym to się nie przejmowałam.. Bardzo się ucieszyłam i byłam wtedy bardzo szczęśliwa..
Drugim takim momentem było jak podszedł do Przemka, żeby wziął go na ręce - totalnie bez
skrępowania, bez strachu.. Dziecko szczególnie takie małe jest doskonałym obserwatorem i wyczuwa
każde grymasy.. Ten chłopiec był w tamtym momencie na pierwszym planie u wszystkich, bo nie dość,
że był ładny, bo był ładny to na domiar wszystkiego biła od niego mądrość i totalny spokój - jakby to
dziecko w chmurach latało.. To był wtedy realny moment, że to wszystko jest możliwe, a ja z racji
mojego stanu bardzo się ucieszyłam, że mogłam tego doświadczyć..
Wiadoma sprawa jedna rodzina będzie pragnęła malutkie dziecko, a inna będzie marzyła już o takim
podchowanym, bardziej samodzielnym.. Dzieci starsze będące pod pieczą Rodzin Zastępczyn, bądź
przebywających w Domach Dziecka nie można nazwać ,,łatwym, prostym początkiem".. Jest to wręcz
nierealne, bo nawet dziecko 2-letnie ma za sobą bardzo bardzo dużą traumę.. Rodzina Zastępcza nie
jest w stanie dać takiemu dziecku wystarczająco dużo czasu, uwagi aby mogło poczuć bliskość
która w ich przypadku jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie.. Są to
dzieci z trudną przeszłością, nie kiedy z problemami wychowawczymi.. Takie dzieci już mają swoje
przyzwyczajenia, mają swój rytm dnia, którego w większości się trzymają.. Rodziny adopcyjne, które
decydują się na takiego przedszkolaka ( zazwyczaj jest to wiek od 2 do 5 lat ) często borykają się z
bardzo nieprzyjemnymi i dosyć przykrymi sytuacjami już podczas pierwszej styczności dziecka w
nowym miejscu.. Takie dziecko zazwyczaj na samym początku nie powie ,,mama i tata", powie ,,ciocia i
wujek", albo nic nie powie, bo po prostu będzie się bać, nie będzie wiedziało jak ma się zachować..
Będzie chciało na początku zaimponować tym rodzicom, że lubi wszystko od kwaśnego mleka po
ostrą, piekącą cebulę.. Oczywiście każdy przypadek jest inny - tutaj trzeba kierować się intuicją i
wyrozumiałością dla dziecka.. Przede wszystkim nie należałoby w takiej sytuacji dziecku na wszystko
pozwalać, bo dziecko ono już jest w domu, który stał się również jego domem i tutaj często tacy
rodzice, żeby zrekompensować pobyt u rodziny zastępczej często pozwalają robić dziecku to na co ma
ochotę.. Jak była mowa o tym na szkoleniu, to jasno i zdecydowanie Panie szkolące dały do
zrozumienia, że należałoby dać dziecku tzw ,,fory" - no zdecydowanie zły przykład ;) Takie dzieci
praktycznie nie są w stanie zrozumieć czemu rodzina zastępcza nie ma po prostu na to czasu, aby im
pokazać, czy nawet aby poznały smak jakiegoś owoca - jest to dziwne, ale realne, dlatego jak dochodzi
do adopcji takiego maluszka rodzice mają nie lada wyzwanie, aby dziecku pokazać czy nauczyć..
Jeżeli chodzi o zapisanie dziecka do nowego żłobka, przedszkola, czy nawet szkoły ( tutaj ze szkołą
to od razu trzeba dziecku tą zmianę zafundować..) na szkoleniu zasugerowano, aby przez rok
odpuścić sobie placówki przedszkolne, gdyż dziecko musi być cały czas, non stop przy ,,nowych
rodzicach" w nowym miejscu, aby mogło się zaklimatyzować.. Absurd, absurd i jeszcze raz absurd..
Ośrodkowi zawsze będzie na uwadze to, aby ci rodzice dostosowywali się do ich wymogów, do ich
zaleceń.. Była nawet mowa o tym, aby kontakt z dziadkami, wujkami, ciociami był w grubym stopniu
ograniczony, żeby dziecko się nie denerwowało i nie czuło stresu.. Pytanie zasadnicze; Jak dziecko
ma nie czuć stresu skoro jest ograniczane przez ośrodek do kontaktu ze swoją rodziną, z ludźmi
którzy będą mu tworzyć tą rodzinę.. No jak dla mnie śmiech na sali, a powiedzieć, że wiele par
dostosowuje się do tych wymogów jest wręcz bardzo realne i prawdziwe.. Dziecko jak czuje, że jest w
czymś ograniczane same zaczyna odczuwać stres.. Jak nauczy się dziecko odpowiednio
funkcjonować w tym społeczeństwie - na początku owszem może być ciężko, ale później będzie już
tylko lepiej - także nie należy mieć wyrzutów sumienia, że postąpiło się inaczej niż było mówione.. Mi
to szkolenie dużo pokazało, ale też dało dużo do zrozumienia, że należy iść przede wszystkim swoją
intuicją.. Jeżeli jest potrzebna rada to nie rada pań z ośrodka adopcyjnego, które tylko ,,nakazują" i być
może również wzbudzają odrazę ( oczywiście mowa tutaj tylko o takich skrajnych przypadkach, bo nie
każdy pracownik socjalny wzbudza odrazę ) , jak rada to nie u osób, które nigdy nie doświadczyły
rodzicielstwa, a już zwłaszcza jak takie rady pojawiają się na tzw ,,grupowej społeczności" - to na
prawdę nie będzie działać dobrze i nie sprawi, że para która takiej rady, bądź pomocy potrzebuje
znajdzie ją właśnie na takiej platformie informacyjnej.. To jest chyba jeden z gorszych wyborów, gdyż
to może potem pójść dalej i może być to potem wykorzystane..
Najlepiej to doradzać się u osób, które mają za sobą doświadczenie rodzicielskie, wiedzą z czym się je,
i co najważniejsze nigdy nie odepchną, ani się nie odwrócą, bo nie ma nic gorszego jak doświadczyć
rozczarowania i to jeszcze na samym początku tej cudownej, ale bardzo trudnej drogi, którą jest
macierzyństwo..
Komentarze
Prześlij komentarz